Rok 2007 przyniósł ożywienie na polskim rynku pracy. Z jednej strony mamy do czynienia z wzrostem liczby ofert pracy, z drugiej zaś, rosnącymi wymaganiami jakie stawiają pracownicy. Zwiększająca się liczba nowych miejsc zatrudnienia nie przekłada się jednak w prosty sposób na wzrost gospodarczy. Aby ten był długofalowy, pracownicy musieliby być bardziej wydajni, z drugiej zaś państwo powinno zmniejszyć obciążenia, jakie nakłada na tworzących nowe stanowiska pracy. Kolejny czynnik, który może na dłuższą metę szkodzić polskiej gospodarce, to emigracja zarobkowa, obejmująca najcenniejszą grupę, ludzi młodych, dopiero zaczynających karierę zawodową. Potencjalni pracownicy firm płacących podatki polskiemu fiskusowi, od dwóch lat tworzą PKB Zjednoczonego Królestwa i innych państw, które zaoferowały im godziwe wynagrodzenie i cywilizowane warunki pracy. Trudno im się dziwić, podobnie jak trudno dziwić się firmom, które taką pracę im oferują. Żyjemy przecież w warunkach gospodarki rynkowej, której fundamentem jest konkurencja. Niestety, emigracja z jednej i starzenie się polskiego społeczeństwa z drugiej moga spowodować, że pod koniec dekady z rynku pracy znikną 2 miliony pracowników, co żywiołowo rozwijającej sie polskiej gospodarce może przynieść niespotykane dotąd załamanie.